Na tym blogu znajdziesz informacje na temat zdrowia, żywienia, chorób i interesujących przypadków z życia dotyczących psów, kotów i małych ssaków - o tym, co stanowi moją codzienność i pasję.

piątek, 1 lutego 2013

Pastereloza królików - Radek - opis przypadku klinicznego.

Pastereloza, którą chcę dzisiaj opisać, jest chorobą wywoływaną przez bakterie naturalnie bytujące w drogach oddechowych królików. Właściwą nazwą patogenu jest Pasteurella multocida - szczep mało lub średnio zjadliwy (szczepy o wysokiej zjadliwości odpowiedzialne są za postać ostrą - posocznicową - która u Radka się nie pojawiła). Najbardziej podatne na zakażenie są króliki z osłabioną odpornością, zestresowane (np. zmianą otoczenia) oraz młode, jednakże choroba może wystąpić w każdym wieku.

Oto Radek :) :

Młody samiec, jeden z wielu maluszków odebranych interwencyjnie przez Stowarzyszenie Pomocy Królikom. Już wtedy występowały objawy chorobowe w postaci kichania i kataru (wpływ z nosa był gęsty, o charakterze śluzowo-ropnym). Ponieważ antybiotyki nie pomagały, po 2 tygodniach ich odstawienia został pobrany wymaz z nosa na posiew z antybiotykogramem. Wtedy dowiedzieliśmy się, że jest to pastereloza. Znalazł nowy dom, w którym (prawdopodobnie pod wpływem stresu) choroba zaczęła siać spustoszenie. Wraz z nowym lekiem, otrzymał także dwukrotnie surowicę od królików, które wyzdrowiały oraz stymulator odporności wraz z probiotykiem.
Zaczęło się od opuchnięcia oczka (powieki) lewego:

Następnie prawego:

Po 3-4 dniach oczy spuchnięte były tak bardzo, że Radek ledwo widział na oczy. Był smutny, apatyczny, nie chciał jeść. Jego stan z dnia na dzień stawał się coraz bardziej poważny.

Oddychał z trudem, choroba zaczynała atakować oskrzela. Musiał jednocześnie być karmiony przez właścicielkę przeznaczonymi do tego preparatami. Wymaga to dużych pokładów cierpliwości i systematyczności. Dodatkowo zastosowany został nawilżacz powietrza, naświetlanie białym światłem oraz olejki inhalacyjne (przy tego typu schorzeniach bardzo ważne jest utrzymywanie stałej temperatury oraz wilgotności powietrza, gdy jest zbyt sucho, pobudza ono zwierzę do kichania, wydzielina w nosie zagęszcza się i utrudnia powrót do zdrowia). Okazało się, że antybiotyk uczula królika, wymagało to zastosowania preparatu przeciwalergicznego oraz zmiany leku na następny, mniej bezpieczny i trudno dostępny, lecz była to jedyna szansa na zdrowie. Po antybiotyku zmiany w oskrzelach oraz katar zmniejszyły się, jednak opuchlizna nie znikała, pojawiła się także na nosie, pyszczku, uszach:



a także jądrach(na których dodatkowo utworzyły się przetoki): 

Wkrótce zaczęła wypadać sierść oraz odchodzić skóra, odsłaniając gołe ciało.
Radzio wyglądał wtedy wybitnie mało ciekawie.

Udało się nam. Gdy skóra odpadała, miejsca goiły się i powoli zarastały:


Królik wracał do formy, odzyskiwał apetyt i chęć do życia. Dziś jest wesoły, pełen ciekawości i radości (a jak rozrabia..) :) Po paskudnych przejściach pozostała mu jednak pamiątka - kichanie i katar - o niewielkim nasileniu, który nie przeszkadza mu w codziennym życiu. Przez to Radek jest (prawdopodobnie dożywotnim) nosicielem pasterelozy, może zarazić zatem inne króliki. W związku z tym, wprowadzanie nowego królika wymaga odpowiedniego postępowania oraz świadomości możliwych powikłań.
W leczeniu pasterelozy najważniejszy jest wybór antybiotyku, najlepiej celowanego oraz kompleksowego postępowania, polegającego m.in. na stosowania probiotyków. Radek oraz jego właścicielka dali przykład tego, że gdy jest szansa, nie należy się poddawać i cierpliwie walczyć o zdrowie :)

piątek, 4 stycznia 2013

Psia grypa.

Coraz więcej psów pojawia się ze wszystkimi lub niektórymi niżej wymienionymi objawami:
a) mniej lub bardziej nasilonego kaszlu, wilgotnego albo suchego (przypominającego kaszel kennelowy), trwającego około 3 tygodni, mimo stosowanej antybiotykoterapii;
b) kichania;
c) ropnego wypływu z nosa (będącego skutkiem nadkażeń bakteryjnych, bardzo dobrze reagującymi na antybiotyki o szerokim spektrum działania);
d) niewielkiego podwyższenia temperatury.
Dlaczego tak się dzieje? Przecież mój pies jest szczepiony!
Psia grypa stała się faktem, według organizacji CDC (Centers of Disease Control) oraz AAHA, pojawiając się po raz pierwszy w 2004 roku. Na podstawie aktualnych danych twierdzi się, że wirus końskiej grypy zmutował, stając się zjadliwy wobec psów. Na szczęście, choroba ma w większości przypadków przebieg łagodny, choć stosunkowo długotrwały. Dlatego szczepienia nie są wystarczającym zabezpieczeniem (zawierają szczepy innego wirusa oraz bakterii, które nie są odpowiedzialne za to schorzenie).
Psia grypa szerzy się drogą kropelkową, tak jak u ludzi, oznacza to, że do zakażenia nie jest potrzebny kontakt z innym zwierzęciem. Dla naszego czworonoga potencjalnym zagrożeniem jest zatem nawet zwykły spacer.

W USA zostały skonstruowane szczepionki przeciwko temu schorzeniu, niedostępne w Polsce. Ich działanie jest zbliżone do ludzkich odpowiedników - nie chronią przed zachorowaniem, a zmniejszają intensywność objawów klinicznych.

Ważne jest, by nie lekceważyć tego schorzenia. Gdy któryś z wymienionych objawów zaobserwujesz u Twojego psa, skontaktuj się swoim lekarzem weterynarii, który zaproponuje terapię dla niego najlepszą i najskuteczniejszą. Pamiętaj też o osłonie flory bakteryjnej przewodu pokarmowego w postaci dobrego probiotyku oraz stymulatora odporności, co przypieszy powrót do zdrowia.

Więcej informacji znajdziesz tutaj: http://www.healthypet.com/PetCare/DogCareArticle.aspx?title=Fast_Facts_About_Canine_Influenza